W sobotni wieczór podejmowaliśmy bardzo trudnego przeciwnika – GKS Katowice. Niestety nie udało nam się zrewanżować za przegraną z 1 rundy fazy zasadniczej i ponownie musieliśmy uznać wyższość przeciwnika. Mimo niekorzystnego wyniku nie można jednak odmówić
naszej ekipie woli walki.
Mecz lepiej rozpoczęli goście 3:1. Po ataku z lewego skrzydła Gonzalo Quirogi katowiczanie prowadzili już 6:3, a my musieliśmy odrabiać straty. Nie było to łatwe zadanie, rywal stawiał poprzeczkę wysoko. Po nieudanym przyjęciu zagrywki posłanej przez Damiana Hudzika do wyrównania brakowało nam już aż sześciu „oczek” 6:12. Nasza ekipa była w coraz trudniejszej sytuacji. Nie mogliśmy znaleźć recepty na
skuteczną grę przeciwnika i popełnialiśmy sporo błędów własnych. Zagrywka w siatkę Błażeja Bień spowodowała, że na tablicy pojawił się wynik 8:17. Pojedyncze punkty, tak jak przy ataku ze środka Adama Golika 11:21 to było za mało na powstrzymanie rozpędzonych katowiczan. Goście bez większych problemów dążyli do zwycięstwa w premierowej odsłonie, do której doprowadzili po kolejnym błędzie w polu serwisowym naszej ekipy 15:25.
W kolejnej partii znów musieliśmy od początku odrabiać straty 1:3. Katowiczanie nie zwalniali tempa i nie pozwalali nam zbliżyć się do siebie choćby na kilka punktów. Przy stanie 11:6 dla rywala Michał Masny poprosił o czas dla swojej drużyny. Nie przyniosło to niestety oczekiwanych skutków i po wznowieniu gry traciliśmy kolejne punkty 8:15. W połowie partii udało nam się zaskoczyć przeciwnika kontrami, zdobyć kilka ważnych „oczek”, co zaniepokoiło szkoleniowca gości i przy stanie 12:17 zarządzona została kolejna przerwa. Po wznowieniu walki Łukasz Szarek zapisał na naszym koncie kolejny skuteczny atak 14:19. Katowiczanie nie chcieli łatwo oddać przewagi, jednak ich przewaga stopniowo topniała. Po asie serwisowym Sebastiana Lisickiego brakowało nam trzech punktów do wyrównania 18:21. Swoją cegiełkę w ataku dołożył też Patryk Mendel i Łukasz Szarek 21:24. Niestety, mimo wielkich starań naszej ekipy, zwłaszcza w końcówce partii, ostatecznie przegraliśmy po kontrze Wojciecha Ferensa 21:25.
Także w trzeciej odsłonie od początku musieliśmy gonić rywala 1:3. Tym razem nie pozwoliliśmy katowiczanom na zbudowanie wysokiego prowadzenia i byliśmy bliscy doprowadzenia do remisu 5:7. Kiwka Błażeja Bień i na tablicy pojawił się wynik 9:10. Przyjezdni czuli nasz oddech na plecach, jednak cały czas byli o mały krok przed nami utrzymując mały dystans. Atak z prawego skrzydła Łukasza Szarek
11:12. Wciąż nie mogliśmy przekroczyć bariery, która stała między nami a wyrównaniem stanu seta. Siatkarze GKS-u to wykorzystywali i wkrótce ich przewaga zaczęła rosnąć. Po asie serwisowym Michała Superlaka mieli trzy „oczka” na plusie 17:14. Podopieczni Michała Masnego znaleźli się w trudnej sytuacji i nie mogli sobie z nią poradzić. Atak po bloku Michała Superlaka i gościom już niewiele brakowało do zwycięstwa zarówno w secie, jak i w całym spotkaniu 20:16. Nasza ekipa nie zdołała już odmienić losów partii. Zarówno błędy własne po naszej stronie, jak i mocne piłki katowiczan nie pozwoliły nam na odrobienie cennych punktów. Autowy atak Sebastiana
Lisickiego zakończył pojedynek 17:25.
MVP: Grzegorz Pająk
BKS Bydgoszcz – GKS Katowice 3:0 (15:25, 21:25,17:25)
BKS Bydgoszcz: Bień, Lisicki, Kraut, Narkowicz, Golik, Rakowski, Dzierżyński (libero) oraz Mendel,
Siwicki, Szarek, Ramotowski
GKS Katowice: Krulicki,
Ferens, Quiroga, Superlak, Pająk, Hudzik, Marek (libero) oraz Domagała,
Fenoszyn, Gibek
Przygotowała: Agnieszka Piasecka